Miłość online czy łatwy seks? O aplikacji randkowej słów kilka.

Czy szukanie miłości w internecie ma sens? Czy jest możliwe poznać miłość swojego życia, korzystając z jednej z najbardziej popularnych aplikacji randkowych? 

 

Wielu z nas, pracując osiem godzin dziennie nie ma czasu i przede wszystkim nie ma gdzie poznawać nowych ludzi. Niektórzy natomiast są zbyt nieśmiali lub po wielu przejściach nie mają odwagi poznać kogoś w realu. Warto zaznaczyć też, że w dzisiejszych czasach odchodzi się raczej od zaczepiania ludzi na ulicy, ponieważ może być to negatywnie odebrane. A w końcu nie chcemy wyjść na dziwaka, który uprzykrza komuś życie podczas spaceru. 

 

Korzystanie z aplikacji randkowych nikogo już nie dziwi. Dzisiaj poruszymy temat jednej z najbardziej znanych, która cieszy się popularnością wśród młodszych i starszych – Tinder. Aplikacja jest znana w 196 krajach, 30 językach, którą można porównać nawet z Instagramem. Stanowi symbol poszukiwania idealnego kandydata/tki na randkę, opierając się na przesunięciach w lewo (nie jestem zainteresowana/y) lub w prawo (jestem zainteresowana/y). Tworząc konto, dodajemy swoje zdjęcia, tworzymy opis swojej osoby, możemy także połączyć konto ze swoim Instagramem i Spotify. Na każdym wyświetlanym profilu znajdziemy imię użytkownika oraz jego wiek. Kiedy dwie osoby przesuną swoje profile w prawo, następuje tzw match, czyli sparowanie – wtedy można rozpocząć rozmowę i poznać osobę, którą wybraliśmy. 

 

Na Tinderze możemy znaleźć osoby samotne, szukające drugiej połówki, otwartej znajomości, niezobowiązującego seksu, przyjaźni… a także osoby w związkach partnerskich i małżeńskich. Jednak nikogo nie powinno to dziwić – zarówno w realu możemy poznać osoby, które są już zajęte, a mimo to nadal podrywają, tak samo – na Tinderze. 

Relacje zawiązywane na Tinderze mogą polegać na niezobowiązującym seksie, ale również mogą upierać się na prawdziwym uczuciu. Dokładnie tak samo jak w rzeczywistości, z tym, że w aplikacji mamy wszystko podane jak na tacy i wybór potencjalnego kandydata wiąże się z przebrnięciem przez miliony użytkowników. Na Tinderze również większość osób od razu zdradza, jaki ma cel, co pozwala na oszczędzenie sobie rozczarowań. 

Jednak zawsze jest ryzyko, tak jak w tradycyjnych znajomościach. Tak jak widać to w wielu innych mediach społecznościowych, Tinder nie opiewa w empatię. Z tego powodu zrodziło się zjawisko “ghostingu”, które polega na całkowitym zerwaniu kontaktu bez żadnej uprzedniej informacji, wynikające z dyskredytowania osoby, która po prostu nie przypadła nam do gustu. 

 

W świecie Tindera możemy trafić świetnie i zbudować prawdziwą, głęboką relację, ale również możemy trafić pechowo – co może być dużym rozczarowaniem lub kolejną okazją do szukania partnera. Z tego powodu z Tindera należy korzystać z rozwagą i czujnością, pamiętając, że nigdy nie wiemy kto siedzi po drugiej stronie. 

 

A po drugiej stronie bywa różnie. Zakładając profil w aplikacji tworzymy własną autokreację, starając się pokazać z jak najlepszej strony. W związku z tym wybieramy zdjęcia, na których wyszliśmy najlepiej, dobieramy słowa, wybieramy charakterystyczne utwory. W pewien sposób zakładamy “maskę” przed naszymi kompleksami i wadami. Oczywiście nie musi być to działanie świadome, jednak nasza psychika działa w ten sposób, że chcemy ukryć to, co dla nas niewygodne. 

 

Tak więc Tinder to aplikacja, która pozwala na szybkie poznanie nowych ludzi, jednak posiada też pewne ryzyko, które wiąże się z poznaniem niewłaściwych osób. 

 

A czy Ty korzystasz z aplikacji randkowych? Podziel się z nami swoimi historiami! 

W sieci nigdy nie jesteśmy anonimowi. O czym warto pomyśleć zanim dodasz kolejny niemiły komentarz?

Obraźliwe, niepotrzebne przytyki w postaci komentarzy w mediach społecznościowych to powszechne działania z jakimi możemy się spotkać w internecie. Dodawanie takich komentarzy przez hejterów przychodzi im z niesamowitą łatwością, jakby robili to codziennie. Nie zważając na szacunek, czy jakąkolwiek empatię, potrafią bez skrupułów obrazić i znieważyć osobę po drugiej stronie. Do takich działań dochodzi zazwyczaj impulsywnie, bez przemyślenia konsekwencji. Co więcej, osoba wypisująca obraźliwe komentarze często nie zdaje sobie sprawy, że… nie jest anonimowa.

 

Mało kto zdaje sobie sprawę, że hejt jest przestępstwem, o którym mowa w art. 216 kodeksu karnego. Zniesławienie lub naruszenie czyichś dóbr to najczęstsze przestępstwa internetowe. I mimo tego, że często są wykonywane pod wpływem impulsu, nadmiaru emocji, pociągają za sobą skutki prawne i są realnym wykroczeniem, ponieważ w internecie nie jesteśmy anonimowi. 

 

A przecież istnieje coś takiego jak netykieta, czyli zasady korzystania z internetu, które wyraźnie mówią, aby zastanowić się i przemyśleć co udostępniamy w sieci (czy bezprawnie nie używamy czyjegoś wizerunku), aby dbać o bezpieczeństwo swoje i znajomych, nie spamować, KOMENTOWAĆ KULTURALNIE I Z SZACUNKIEM DO DRUGIEGO CZŁOWIEKA, szanować prawa autorskie, przestrzegać zasad grupy społecznościowej. Skoro powstało coś takiego jak regulamin działania w internecie, dlaczego tak łatwo przychodzi nam naruszanie zasad poprzez głoszenie obraźliwych, przykrych zdań, które często nie pokrywają się z rzeczywistością? 

 

To już akurat cięższa sprawa, ponieważ napływ emocji może być powiązany z trudnościami życiowymi, jak i zazdrością w internecie. Z tego powodu nie da się jednoznacznie określić co było konkretnym powodem hejtu. 

 

Jednak to w żadnym stopniu nie tłumaczy tego typu zachowania. Nigdy nie wiemy kto siedzi po drugiej stronie, jak wygląda jego rzeczywistość, dlatego NIE MAMY PRAWA komentować jego życia, wyglądu, zachowania bez szacunku. Raz napisana opinia, komentarz na zawsze zostanie zapamiętana w internecie. Pamiętaj o tym, zanim kolejny raz Twój obraźliwy głos znowu wyjdzie na powierzchnię. 

 

Rozpoczynając przygodę ze światem mediów społecznościowych należy przede wszystkim pamiętać, że każdy nasz komentarz, opinia na dany temat, każde zdjęcie, każda aktywność zostaje nam na zawsze. Z tego powodu każdy ruch wykonany w internecie powinien być przemyślany, nie odbiegający od zasad netykiety, której należy przestrzegać. Należy pamiętać, że jeśli chcemy, by świat internetu patrzył na nas łaskawym okiem, trzeba być dla niego równie łaskawym. W innym wypadku nasze negatywne działania w prosty sposób przejdą do świata rzeczywistego i spotka nas kara. 

Odejście od wyidealizowanego kanonu piękna, czyli dobry krok Norwegii.

To koniec wyidealizowanych zdjęć w mediach społecznościowych. Obecnie wszystkie zdjęcia oraz filmiki, które zostały poddane retuszowi są w Norwegii uznane za nielegalne. Zmiany w ustawie zabraniają influencerom udostępniania wyretuszowanych zdjęć swojego ciała w postach promocyjnych bez adnotacji o tym. Nowe standardy mają na celu odejście od promowania nierealnych standardów piękna, co naszym zdaniem, jest jest dobrym krokiem. Ministerstwo zdaje sobie sprawę, że egzekwowanie prawa będzie trudne, ponieważ w obecnych czasach niełatwo stwierdzić, czy fotografia została poddana retuszowi i nałożono na nią filtry. Obecne techniki sprawiają, że gołym okiem ciężko jest dostrzec retusz, a co więcej istnieją “pozy”, w których ustawiają się modelki, aby wyglądać lepiej. A więc czy jest możliwe, by w taki sposób wyzbyć się nierealnego kanonu piękna? 

 

Niestety nie. Czy naprawdę retuszowanie wzięło się z social mediów? Budowanie obecnych standardów urody posiada swoje zalążki jeszcze zanim media społecznościowe były rozwinięte tak, jak dzisiaj. Otóż już w XIX wieku, gdy fotografia analogowa była bardzo popularna, stosowano idealizację postaci, ingerując w kliszę, z której później wywoływano uszlachetnione ręcznie zdjęcia. Trwało to bardzo długo, jednak dzięki wywołaniu negatywu, użyciu powiększalnika, aby naświetlić obraz na papier fotograficzny, można było dokonać wielu “przeróbek” i zmian, tak, aby modelka lub model był zadowolony. 

 

Co więcej, przecież malarze, którzy malowali portrety arystokratów musieli liczyć się z tym, że ich modele chcą wyglądać na obrazie jak najlepiej. A z powodu dość dużego wynagrodzenia, nie było problemu, aby zakłamać rzeczywistość i stworzyć nierealną piękność, którą w późniejszym czasie wszyscy będą podziwiać w murach muzeum. 

 

Należy zwrócić uwagę, że fotomontaż był również wykorzystywany w celach propagandy. Usuwanie różnych postaci ze zdjęć, które zostały wykreślone z listy współpracowników lub osób zaufanych, czy wycinanie twarzy modela, aby wkleić ją w sylwetkę lepiej zbudowaną, to jedne z technik, jakie były stosowane jeszcze przed powstaniem internetu. Te sposoby działały aby uatrakcyjnić opowiadaną za pomocą zdjęcia historię lub nakłonić do czegoś odbiorcę. W końcu jeśli istnieje zdjęcie, na którym ten człowiek jest dobry to znaczy, że jest dobry, prawda? 

 

Obecna sytuacja związana w retuszem, która zaistniała w Norwegii nie jest niczym nowym. Przecież już w latach 20-tych minionego wieku podważano etykę, czy upublicznianie wyretuszowanego zdjęcia jest wartościowe, a jego zamieszczanie w gazetach nie koliduje z moralnością. W dzisiejszych czasach jednak kwestia manipulacji i wyidealizowanych zdjęć nie dotyczy już świata polityki, a świata celebrytów i influencerów. Nasza kultura przyjęła jednak retusz jako formę sztuki graficznej i fotograficznej, co poskutkowało zaakceptowaniem i uznaniem za normę pokazywania idealnie gładkich twarzy i ciał. 

 

Jednak na szczęście społeczność internetowa zaczyna dostrzegać jak groźne jest promowanie idealnego piękna. Jeden z koncernów Wielkiej Brytanii był zmuszony do cofnięcia kampanii z jedną z tamtejszych aktorek, ponieważ okazało się, że zdjęcia były przesadnie wyretuszowane. 

 

To, na co zdecydowała się Norwegia jest dobrym krokiem w kierunku wyznaczenia nowego trendu normalności. Być może sprawi to, że w końcu zaczniemy akceptować swój wygląd bez uprzedniej obróbki graficznej i pomoże pokochać taki wizerunek siebie. Już teraz coraz częściej widać walkę o normalność, toczącą się w mediach społecznościowych. I to jest coś, co powinno napawać nas dumą i nadzieją, że może przestaniemy oczekiwać od siebie świata powleczonego filtrem z Instagrama. Jednak mimo to należy pamiętać, że retusz jest czymś, co pojawiło się jeszcze zanim świat Photoshopa był znany, więc niemożliwe jest, by całkowicie odszedł do lamusa. 

Medialna walka o brak samoakceptacji u dzieci i nastolatków. Od kiedy cellulit u 5 latki jest chorobą?

Ostatnia afera spowodowana przez wpis jednej z celebrytek o chodzeniu nastolatków w zgarbionej pozycji, z zasłoniętymi twarzami, chowającymi swoją urodę wywołała lawinę komentarzy i opinii na ten temat. Autorka hasła “mody na brzydotę” uznała, że w obecnych czasach młodzi ludzie ukrywają swoje atuty, jakoby ‘brzydkie’ było nagle popularne. Z wcześniejszego wpisu na ten temat poznaliście już nasze stanowisko, mówiące, że to, co naturalne jest piękne, a wyidealizowany, sztuczny świat mediów społecznościowych dyktuje nam jacy powinniśmy być i co wchodzi w kanon “piękna”. Takie idealizowany, wręcz odrealniony wygląd celebrytów wpływa na odbiór siebie i na poczucie własnej wartości. Co więcej, nastolatek, który buduje swoją tożsamość zaczyna odczuwać, że nie jest taki jak być powinien, odnosi wrażenie, że “coś jest z nim nie tak”.

 

Jakby było mało, nie tak dawno, w pewnym programie telewizyjnym poruszono temat cellulitu u dzieci. Na ten temat wypowiadała się rzekoma “ekspertka”, która myląc cellulit z cellulitisem zakwalifikowała “problem” jako niebezpieczna choroba, która wymaga zmiany stylu życia i diety. Oznajmiła, że taka zmiana na pewno nie jest czymś normalnym.

 

Jak, będąc kobietą, można klasyfikować cellulit jako coś nienormalnego?

 

Cellulit, znany jako “skórka pomarańczowa” dotyczy wyglądu skóry, pewnej deformacji, pofałdowania, który ma charakter jedynie estetyczny. Przyczyną powstawania, według wielu opinii, nie jest zbyt duża tkanka tłuszczowa. Warto zwrócić uwagę na zmiany hormonalne, aktywność fizyczną, zatrzymanie wody w organizmie, tempo przyrostu/utraty wagi. Aby pozbyć się cellulitu należy przyjrzeć się swojemu trybowi życia, być może podjąć więcej aktywności, zmienić sposób żywienia. Polecane jest też szczotkowanie ciała, a także wykonanie endermologii w gabinecie kosmetologicznym. Nie ma mowy tu o chorobie zakaźnej, wywołanej stanem zapalnym, do której zaliczamy cellulitis, którego przyczyną może być niewłaściwe krążenie krwi, cukrzyca, niedokładna dezynfekcja ran czy skaleczeń. W tej sytuacji konieczna jest konsultacja z lekarzem, ponieważ nieleczony cellulitis może doprowadzić nawet do zapalenia opon mózgowych czy sepsy.  A tutaj tego rozróżnienia nie było.

 

Co więcej, z cellulitem zmagają się różne osoby, w różnym wieku, wykonujące różne aktywności fizyczne. Skórkę pomarańczową może mieć kobieta biorąca udział w triathlonie, jak i osoba spędzająca dużo czasu na kanapie.

 

Biorąc pod uwagę skalę usilnego wmawiania ludziom, że powinni być idealni, informacje przekazane w programie telewizyjnym są nieakceptowalne. W jaki sposób dziecko, które na każdym kroku słyszy jakie być powinno ma wzrastać w poczuciu własnej wartości?

 

Jak młoda dziewczyna ma czuć się atrakcyjna, kiedy z każdej strony słyszy, że cellulit jest czymś nienormalnym? Czy podając informacje, że chudnąc można pozbyć się cellulitu osoby medialne mają świadomość, że mogą przyczynić się do rozwoju chorób psychicznych (anoreksji)?

 

Nie jest dobrze słyszeć jedynie “zmień się”. W dzisiejszym świecie potrzebujemy trochę więcej empatii, dobrego słowa, możliwości bycia sobą. Dlaczego tak mówią media, na temat tego, że wygląd zewnętrzny nie definiuje naszej wartości? To, jakie negatywne skutki niesie za sobą walka o umniejszenie samoakceptacji wśród młodych widać na pierwszy rzut oka. Wystarczy spojrzeć na “zgarbione nastolatki, zakrywające twarz ręką”.

 

No bo przecież taką mamy modę. Modę na brzydotę.

Body positive – ciałopozytywność czy przyzwalanie na akceptację choroby?

 

Ruch “body positive” powstał w 1996 roku z inicjatywy cierpiącej na zaburzenia odżywiania, pisarki i producentki Connie Sobczak oraz psychoterapeutki Elizabeth Scott. Obie połączyły siły i stworzyły ruch, w którym najważniejsza jest akceptacja samego siebie.

Hasło to stało się bardzo popularne w mediach społecznościowych. Powstało wiele kampanii reklamowych i akcji społecznych, gdzie największą popularnością cieszą się na Instagramie. Kobiety pokazują, że po latach restrykcyjnych diet, zabiegów, poczucia obrzydzenia do siebie i negatywnego spojrzenia, w końcu pogodziły się ze swoim wyglądem i z uśmiechem na ustach robią zdjęcia przedstawiające ich ciało, które zaczęły kochać. 

 

Ciałopozytywność to akceptacja samego siebie, pokochanie swoich niedoskonałości, szacunek do tego, jakim się jest bez względu na rozmiar, pozytywne podejście do swojego wyglądu, do swojego ciała, skóry, blizn, czy wad. Uświadomienie sobie, że nasze rozstępy, blizny, zmarszczki tworzą prawdziwych nas, indywidualne i wyjątkowe jednostki. 

 

Wiemy dobrze, że akceptacja siebie bywa trudna i obecnie wiele osób nie toleruje swojego wyglądu. Podobno Europejki są na pierwszym miejscu patrząc na brak akceptacji względem swojego ciała i jego niedoskonałości. Akceptacja ciała pozwala zrozumieć, że Instagramowy filtr tworzy nieprawdziwy obraz, zakrzywia rzeczywistość i wprowadza w jeszcze większe kompleksy. Kobiety przestają oczekiwać od samych siebie by zostać idealną, chudszą, z gładszą cerą, pięknym, białym uśmiechem i płaskim brzuchem, talią osy. To poczucie sprawia, że kobiety czują się swobodnie niezależnie od stroju jaki ubiorą, czują wolność i na myśl o sobie zaczynają promienieć i być z siebie dumne. Godziny aktywności fizycznej są już skupione na wydolności, sprawności organizmu, dbaniu o zdrowie,  zamiast wchodzeniu na wagę z desperacją kolejnych kilogramów, a jedzenie zbilansowanych posiłków – na zdrowiu, a nie na chudnięciu. 

 

Ciałopozytywność uczy jak kochać siebie nie będąc idealną, jak akceptować swoje niedoskonałości i sprawić, że spojrzenie w lustro będzie przynosiło radość, nie rozczarowanie.

 

W tym miejscu chciałabym się zatrzymać. Gdzie jest granica? Czy przypadkiem nie popadamy ze skrajności w skrajność? Jaka jest granica między akceptacją, a propagowanie ignorancji w stosunku do swojego zdrowia?

 

Kiedy ciałopozytywność wkroczyło do mediów społecznościowych, wszystkie akcje skupiały się na tym, by przestać potępiać siebie jako osobę. Uczyły, by kochać siebie, nawet jeśli utrata kilogramów nie przychodzi z łatwością, a pozbycie się wysypu na skórze wiąże się z długim procesem. Kluczem, było zdrowie psychiczne i to jak czujemy się w swojej skórze. 

 

ALE NIE LEKCEWAŻENIE SWOJEGO ZDROWIA. 

 

Idąc dalej, body positive zaczęło być przyklejane do każdej osoby, do każdej sytuacji – wszędzie tam, gdzie chciano być zauważonym. Body positive stało się MODNYM hasłem, doklejanym nawet do najpiękniejszych ciał, do gładkich skór. Zaczęto omijać problem zdrowotny, skupiając się jedynie na tym by akceptować to, jakim się jest. Z tego powodu wiele otyłych kobiet łączących się w ruchu bodypositive zaczęło zapominać o tym, jak niebezpieczna jest ta choroba i jakie konsekwencje za sobą niesie. Dla przypomnienia:

 

OTYŁOŚĆ prowadzi do chorób układu krążenia, cukrzycy, nowotworów, choroby zwyrodnieniowej stawów, kamicy pęcherzyka żółciowego, zespołu obturacyjnego bezdechu sennego, zaburzeń układu rozrodczego i zaburzeń psychosocjologicznych. 

 

Co wtedy, kiedy ktoś kocha siebie, ale nie akceptuje i nie chce akceptować swoich “wad”? Wtedy nie ma prawa mówić o miłości? Jeżeli kochać to już na maxa? Z całym inwentarzem? Z każdą wadą, nawet jeżeli ta wada nie jest dla nas zdrowa? 

 

Będąc w ruchu body positive powinniśmy się skupić na kochaniu siebie, a kochanie siebie to także dbanie o swoje zdrowie. PRZEDE WSZYSTKIM ZDROWIE. Jest ono niezbędne by móc normalnie funkcjonować i skupiać się na swoim wyglądzie. Nie powinniśmy zapominać o zdrowiu, o szacunku do swojego ciała i pielęgnowaniu zdrowych nawyków. To przekłada się na każdą sferę naszego życia. Nie lubisz swoich rozstępów? Zapisz się do specjalisty. Akceptujesz swoje rozstępy? Super, świadczą one o ważnym przeżyciu, o ciąży, okresie dorastania, kiedy ciało zareagowało właśnie w ten sposób. Masz mały biust przez co czujesz dyskomfort, zamykasz się na relacje? Jeżeli czujesz potrzebę i CHCESZ, udaj się do specjalisty. Masz mały biust i jesteś z niego dumna? 🙂 Cieszę się, z pewnością jest Ci wygodnie, a grawitacja jeszcze długo nie będzie stanowiła problemu!

Ale… Przeszkadza Ci trądzik, który się pojawił? Udaj się do dermatologa. Możliwe, że Twój organizm w ten sposób informuje Cię o zaburzeniach hormonalnych. Nie doprowadzaj swojego ciała do tragicznego stanu, któremu brakuje ruchu, zdrowych posiłków pełnych składników odżywczych, nawilżenia i witamin.

 

Body positive miało być fantastyczną drogą do samoakceptacji, do przyjrzenia się sobie, tego co się lubi i co robi tylko dlatego, że lubią to inni. Tymczasem stało się kolejną okazją do dawania sobie przyzwolenia na kolejny dzień z paczką czipsów, lodami i czekoladą przy wieczornym, netflixowym spektaklu. 

 

Nie. Taka ciałopozytywność nie jest dobrym pomysłem. 

5% zniżki na produkty IB PUBLISHING

Odbierz zniżkę na nasze produkty i otrzymaj ich próbki.

user
email
beaware.com.pl przetwarza Twoje dane osobowe zbierane w Internecie, w tym informacje zapisywane za pomocą technologii służących do ich śledzenia i przechowywania, takich jak pliki cookies, sygnalizatory WWW lub innych podobnych technologii umożliwiających świadczenie dopasowanych i bezpiecznych usług, personalizację treści oraz reklamy, udostępnianie funkcji mediów społecznościowych oraz analizowanie ruchu w Internecie. View more
Akceptuj
0
Twój koszyk
  • No products in the cart.